piątek, 28 grudnia 2012

ŻARGON SCENICZNOŚCI



TEZA I: Figury retoryczne w istotny sposób kształtują otaczającą nas rzeczywistość.

PYTANIE I (wynikające z Tezy I): Jaka retoryka dominuje w realiach późnej nowoczesności, kształtując ją w najbardziej paradygmatyczny sposób?

ODPOWIEDŹ: Retoryka Spektaklu, która formatuje późno-nowoczesny świat przy pomocy takich pojęć jak „gra”, „aktor”, „wydarzenie”. Retoryka Spektaklu eksploatuje, spłaszcza, banalizuje pojęcia „gry”, „aktora”, „wydarzenia”, narzucając im podwykonawcze (nietwórcze) „role” w strukturze przemysłu „scenicznego”. Przemysł ten – genetycznie związany z przemysłem kulturalnym (być może stanowiący jego bardziej zaawansowaną fazę) – jest strukturą pojemniejszą niż przemysł kulturalny, a zarazem mocniej niż ten ostatni ingerującą w tkankę społecznego oraz jednostkowego życia. Przemysł „sceniczny” cechuje się agresywną hiper-pojemnością (scil. zachłannością), ponieważ banalizuje nie tylko kulturę, lecz także Bycie samo w sobie (antropomorfizując je, tzn. redukując do jednego tylko wymiaru, mianowicie: fenomenologicznej „wydarzeniowości”).

TEZA II (wynikająca z Odpowiedzi): Późna nowoczesność powinna obalić retorykę, którą (parafrazując Adorna) określiłbym jako Żargon Sceniczności. Nie chodziłoby przy tym o wyrugowanie pojęć „gry”, „aktora” i „wydarzenia” z topografii późnej nowoczesności (albo z horyzontu jaki powstanie po naszym pożegnaniu z nowoczesnością). Celem byłoby raczej para-heglowskie zniesienie pojęć narzucanych przez hegemoniczną Sceniczność. Istotę postulowanego zniesienia najtrafniej opisuje dyskurs Derridy. W eseju Szyb i piramida czytamy, iż „zniesiony” [aufgehobene] znaczy tyle, co „zluzowany w sensie, w jakim można (…) zostać zwolnionym ze swych funkcji (…) przez kogoś, kto objął sukcesję i nas zluzował”.

PYTANIE II (wynikające z Tezy II): W jaki sposób możemy Retorykę Sceniczności zwolnić z jej aktualnie hegemonicznej funkcji?

PYTANIE III (wynikające z Tezy II): Jakie pojęcia powinny doprowadzić do „zluzowania” pojęć „gry”, „aktora”, „wydarzenia”, i objąć po nich sukcesję?

PYTANIE IV (wynikające z Tezy II): W jakim stopniu retoryka nowej epoki powinna dążyć do „zluzowania” Heideggera? (Odpowiedzialnego za wprowadzenie kluczowego pojęcia, tzn. „wydarzenia”, do żargonu późnej nowoczesności.)

czwartek, 27 grudnia 2012

LOVECRAFT. PATOS NIESKOŃCZONEJ IDENTYCZNOŚCI



W najczarniejszych godzinach Obmierzłej Odwilży wołam o ratunek do wielkiego piewcy antarktycznych otchłani. Słowem: namiętnie czytam Lovecrafta.

Żałuję przy tym, że nie zrealizowałem pomysłu, z którym nosiłem się przed paru laty, mianowicie serii esejów inspirowanych przez takie opowiadania, jak W górach szaleństwa, Szepczący w ciemności, Pełzający chaos etc. W 2010 roku miałem wygłosić wykład o Lovecrafcie w ramach cyklu Dyscypliny/Sztuki, zorganizowanego przez krakowską Fundację Splot. Niestety, z powodu awarii zdrowotnej wykładu ostatecznie nie wygłosiłem. W nawale innych zajęć projekt lovecraftowski odłożyłem ad acta, a w międzyczasie ubiegł mnie Graham Harman, publikując we wrześniu bieżącego roku książkę Weird Realism: Lovecraft and Philosophy.

W związku z powyższym dalszą pracę nad Lovecraftem utrudnia mi dojmujący lęk przed wpływem. Ponieważ jednak chciałbym uwolnić się od tego lęku, więc postanowiłem, że wątki lovecraftowskie włączę do mojego najnowszego projektu - powieści filozoficznej mapującej problemy związane z późno-nowoczesnymi wyobrażeniami Chaosu. Jednym z takich problemów jest kwestia zdobycia i utrzymania kontroli nad wielością równosilnych (a przy tym przygodnych) alternatyw kształtujących naszą rzeczywistość (wewnętrzną i zewnętrzną). Na przykład: czy jesteśmy w stanie twórczo kontrolować mnożące się w nieskończoność warianty naszej podmiotowości?

Z podobnym pytaniem konfrontuje się Randolph Carter, bohater opowiadania Przez bramę srebrnego klucza. W tej noweli (łączącej naiwną poetykę opowieści niesamowitej z wysoce abstrakcyjnym dyskursem filozoficznym) Lovecraft stawia tezę, że w świecie nowoczesnym jednostkowa tożsamość rozprasza się na nieskończoną liczbę równoprawnych tożsamości alternatywnych, tworzących osobliwy rodzaj duchowej całości zwanej "wieloformacyjną Istotą", "zmultiplikowanym bytem" lub "nieskończoną identycznością". W ramach takiej "identyczności" dochodzi do szeregu podmiotowych transformacji, przekształcających "dzisiejszego studenta we wczorajsze dziecko, Randolpha Cartera zaś w czarownika Edmunda Cartera, który w 1692 roku umknął z Salem na wzgórze Arkham, lub też w Pickmana Cartera, który w roku 2169 użyje osobliwych mocy, by odeprzeć mongolskie hordy atakujące Australię". Co ważne, wszystkie te transformacje wydarzają się jednocześnie. Jak bowiem utrzymuje Lovecraft, czas (pojęty jako sekwencja diachroniczna) jest złudzeniem. Niezliczone warianty naszego Ja egzystują w horyzoncie synchroniczności.

Tu trzeba zwrócić uwagę na kwestię fundamentalną. Otóż takie rozproszenie podmiotowości wywołuje specyficzny rodzaj cierpienia. "Stopienie się z nicością jest spokojnym zapomnieniem, ale świadomość istnienia, połączona zarazem z przekonaniem, że nie jesteś już w stanie oddzielić swej jaźni od niezliczonego mrowia identycznych jak ona, brak własnego ego, utrata siebie, stanowi nieznaną, jedyną w swoim rodzaju apoteozę agonii, bólu i dojmującej zgrozy".

W tym kontekście pojawia się patos. Ale patos pojmowany nie tylko jako doznanie cierpienia (gr. pathos - cierpienie), lecz definiowany także (po schillerowsku) jako możność uzyskania podmiotowej kontroli nad przemożnością bólu (albo rozkoszy). Jak twierdził Schiller, człowiek patetyczny to ktoś, kto panuje nad ekstazą cierpienia albo radości. W świecie późno-nowoczesnym (który jest światem mnożących się w nieskończoność, chaotycznych alternatyw) tak rozumiana patetyczność może być jednym z kluczowych instrumentów twórczego kiełznania rzeczywistości. W odniesieniu do tego warto dziś czytać Lovecrafta. To jeden z pisarzy projektujących model nieskończonej identyczności patetycznej.

ZMARTWYCHWSTANIE (OGNIA I MIECZA?)



Celebrujemy Boże Narodzenie, a nie Wielkanoc. Mimo to postanowiłem (w przypływie świątecznego otumanienia?) doprowadzić do zmartwychwstania tego bloga. 

Nie publikować długich esejów, lecz krótkie sztychy - jak rzymskie miecze! To płomienne kredo rozbłysło mi przed oczami, gdy przysnąłem dziś rano przed telewizorem - w trakcie Ogniem i mieczem.

A więc: DRŻYJCIE, LACHY! LEGION SIĘ RODZI!

MOHER NA LEWO?



Tuż przed Świętami wpadł mi w ręce zabawny prezent choinkowy: "Magazyn Sztuki" nr 02/01/2012. Rzecz wprawdzie już lekko zdezaktualizowana, niemniej - z mojego punktu widzenia - ożywcza. Przede wszystkim za sprawą tekstu Ewy Majewskiej i Daniela Muzyczuka Ziemia na prawo, czyli o tym, jak petryfikacja wyobraźni kończy się faszyzmem.

W owym tekście autorzy podejmują heroiczny wysiłek tropienia pisowskich demonów w polskim świecie sztuki. Pokłosie całego przedsięwzięcia prezentuje się jednak skromnie. W inkwizytorskiej sieci szamoczą się ledwie trzy demony: The Krasnals, Kazimierz Piotrowski oraz... moja skromna osoba.

Za sprawą Zmurzynienia urastam w oczach Majewskiej do formatu faszystowskiego celebryty i  przyszłego Ministra Propagandy w rządzie PiS-u. Cóż... to mi niemal pochlebia (już jako pacholę roiłem o goebbelsowskiej potędze). Raduje mnie również fakt, iż ktoś jeszcze pamięta o Zmurzynieniu. Jest tylko jedno "ale". Otóż Majewska kompletnie nie rozumie, na czym polega istota inkryminowanego projektu. Gdyby bowiem podjęła trud rozumienia, gdyby przeczytała choć jeden z moich programowych tekstów, nie robiłaby ze mnie taniego demona. Ale Majewska najwyraźniej czytać nie chce - zamiast tego woli lepić mi gębę jaskiniowca napędzanego faszystowską "wolą mordu". I lepi... A to lepienie jest paradne, a zarazem koślawe i liche, bo prawomyślna Majewska ma dwie lewe ręce i mózg z czystego moheru. Wygnanie z ojczyzny jej zatem nie grozi. Przeciwnie - w IV RP znajdziemy dla niej przytulny futerał. Ja sam ochoczo odstąpię Majewskiej miejsce w ministerialnym Domu Seniora w Licheniu. Będzie tam mogła spokojnie spisywać wspomnienia. Kołtun na lewo, czyli o tym, jak ignorancja skończyła się moheryzmem. To byłby właściwy tytuł dla tych memuarów.

środa, 26 grudnia 2012

AKTEON. PORNOGRAFIA PÓŹNEJ POLSKOŚCI



20.12.12, nakładem lubelskiej Zachęty, ukazała się moja nowa książka. Akteon. Pornografia Późnej Polskości to rezultat kilkuletnich zmagań z Gombrowiczem. Część pierwsza książki jest dramatem filmowym, swobodnie adaptującym wątki przechwycone z Pornografii. Część druga to dialog filozoficzny pogłębiający problemy sygnalizowane w dramacie. 

Czy Sztuka powinna zmienić się w Nie-Sztukę, a Polska w Nie-Polskę?

Te dwa kluczowe pytania animują całą narrację (w jej wymiarze poetyckim oraz dyskursywnym), prowadząc do niekonwencjonalnych i heretyckich odpowiedzi...


ALEATORIA



14.12.12 łódzkie ms2 otworzyło wystawę Korespondencje. Sztuka nowoczesna i uniwersalizm. Kuratorzy tego przedsięwzięcia zaprosili mnie do współpracy, konkretnie zaś - do odegrania roli Referenta Dialektycznego, czyli komentatora działającego w swoistej strefie "zmilitaryzowanej", ulokowanej między obszarem eksponowanych dzieł a przestrzenią kuratorskiej narracji. 

Najważniejszym  elementem mojego komentarza jest konstelacja dwunastu mikro-słuchowisk emitowanych w przestrzeni wystawy. Słuchowiska tworzą rodzaj mini-eposu, który mapuje topografię późno-nowoczesnego uniwersum i stawia pytania o to, co znajduje się poza jego granicami. Czy późno-nowoczesna wyobraźnia jest w stanie wykroczyć poza imaginarium Chaosu? Czy w nowej topografii dostrzeżemy nowe drogowskazy, prowadzące ku horyzontom określającym możliwość ustanowienia Nowej Całości?

Tych, których interesują odpowiedzi na powyższe pytania, zapraszam do Łodzi (odwilż skutecznie kontratakuje, więc nie trzeba się będzie przebijać przez zwały lodu). 

W charakterze teasera załączam słuchowisko nr 1: ALEATORIA

 

poniedziałek, 11 stycznia 2010

OTWIERANIE STARYCH RAN W LONDYNIE


15 stycznia b.r. zapraszam na wystawę moich projektów filmowych w londyńskiej delegaturze lokalu_30. Generalnie, całe przedsięwzięcie koncentruje się wokół postulatu powtórnej interpretacji pozornie przezwyciężonych wyobrażeń społecznych. Ponieważ jednak na wystawie zostaną zaprezentowane stare prace, więc jakiś niegodziwy krytyk mógłby powiedzieć, iż rzecz cała dotyczyć będzie nie tyle (a w każdym razie nie tylko) otwierania starych ran, lecz również (a może przede wszystkim) odgrzewania starych kotletów.


Poniżej znajdziecie Państwo plakat wystawy, będący także okładką wyboru moich esejów przetłumaczonych na język angielski, oraz krótki tekst przybliżający ogólną ideę wystawy.

OLD SORES MUST /NOT/ BE RE-OPENED?




Wprowadzenie do krytyki „niegodziwej”

Kim jest „niegodziwy” krytyk? To ktoś, kto czuje się „spokrewniony” z „niecnymi” figurami nowoczesnych mitów. „Pokrewieństwo” nie przeszkadza mu jednak w rzetelnej i radykalnej krytyce, jak bowiem głosi pradawna mądrość: „podobne daje się poznać tylko podobnemu” (Sextus Empiricus).

Krytyk „niegodziwy” jest kimś, kto otwiera stare rany. Robi to po to, by wywołać krzyk rozpaczy albo rozkoszy. Ale nie tylko – robi to także, aby wyzwolić głosy potępionych fantazmatów i metafor. Krytyk ten wierzy, że zaszyte i zabliźnione usta Potępionych trzeba otworzyć, ponieważ to właśnie ich mowa uświadamia nam, do jakiego stopnia jesteśmy tym, czego się wstydzimy i wypieramy.

Krytyk „niegodziwy” wyzwala zatem wyklęte wyobrażenia i z uwagą słucha ich mowy. Okazuje się wówczas kimś nader „przyzwoitym” – jest wszakże wyzwolicielem, a nie „kolonizatorem”. To jego największa „cnota”: on nie chce „kolonizować” fantazji. Nie przyświeca mu „cywilizacyjna” misja, której celem byłoby zaprzęgnięcie wyobrażeń do poprawnej politycznie pracy albo wcielenie ich do służby na rzecz aktualnie obowiązującej konwencji. Krytyk „niegodziwy” pozwala „haniebnym” fantazmatom utworzyć suwerenny Mordor, w którym kryje się „czar” wyparty poza granice „nowoczesności” (lub pozornie przez nią przezwyciężony).

Tomasz Kozak na wystawie OLD SORES MUST (NOT) BE RE-OPENED? zaprezentuje trzy projekty found footage. Pierwszy – Yoga Lesson (2007) – analizuje podobieństwa między Mitem Aryjskim a mitologią kreowaną przez późno-nowoczesne kino komercyjne. Drugi – Negroisation. Exhumation of a Certain Metaphor (2006) – ukazuje nakładające się na siebie „czarne” autoportrety „kata” i „ofiary” - dwóch pisarzy, którzy tuż po zakończeniu II wojny światowej posługiwali się w swoich pismach figurą „Murzyna”, by zobrazować katastrofę europejskiej kultury („katem” jest Ernst Jünger, kapitan Wehrmachtu i jeden z czołowych przedstawicieli niemieckiej Rewolucji Konserwatywnej, „ofiarą” zaś – Tadeusz Borowski, więzień Dachau, lewicujący poeta, autor słynnych opowiadań obozowych). Trzeci z projektów – Song of Sublime (2008) – penetruje otchłań kinematograficznych fantazmatów w poszukiwaniu tego, co „sakralne”, czyli (zgodnie z etymologią słowa sacer) „wzniosłe” i „święte”, a jednocześnie „skażone” i „przeklęte”.

Tomasz Kozak
VIDEOS/ESSAYS
lokal_30_warszawa_london_project

15.01.2010 - 07.02.2010

"ZMURZYNIENIE" W NEW YORK ARTS MAGAZINE



W szatańsko wręcz prestiżowym NY Arts Magazine ukazała się właśnie moja krótka, lecz, jak sądzę, treściwa wypowiedź na temat starego projektu Zmurzynienie. Ekshumacja pewnej metafory.

NOWY "KRONOS": MIT I PRZEMOC



Już w tym tygodniu w sprzedaży nowy numer "Kronosa" (4/2009), w dużym stopniu poświęcony Walterowi Benjaminowi i Hannah Arendt.

W numerze m.in. po raz pierwszy dostępne w polskim tłumaczeniu obszerne fragmenty legendarnej dysertacji Benjamina O pojęciu krytyki sztuki w romantyzmie niemieckim.

Każdy, komu leży
na sercu dramat nowoczesności po prostu musi to przeczytać!